Niewiarygodne! Pierwsze dni czerwca to najlepsze dni w życiu Frania. Wymioty ustąpiły. Na tydzień czasu. Czy potrafisz sobie wyobrazić naszą radość?

Wymioty. Łagodnie rzecz ujmując – nie jest łatwo

Do tej pory nie było dnia bez wymiotów. Wiadomo, bywały lepsze i gorsze dni. W te lepsze Franio wymiotował kilka razy, w gorsze dni Franio wymiotował nawet kilkanaście, ba kilkadziesiąt razy. Czy wyobrażasz sobie, że równie często zwracasz zawartość żołądka, a przy tym nic nie jesz, nie pijesz a Twój przełyk płonie niczym pochodnia?

Latamy w kosmos, a nie potrafimy opanować wymiotów. Przyczyna leży gdzieś w głowie. Coś okresowo wyciska żołądek Frania niczym wyżymaczka. Ta wyżymaczka załącza się nawet wtedy, kiedy żołądek jest pusty. Wyciska ona z niego ostatnie krople soku żołądkowego i śliny. Żołądek jest już od dawna pusty, a coś nadal dokręca śrubę i ściska. Straszna męczarnia. Nieraz wydaje się, że trwa to w nieskończoność.

Na dodatek u Frania ten mechanizm załącza się niezależnie od pory dnia czy nocy. Tej nocy zadziałał kilkanaście razy. Tyle razy zrywałem się z łóżka słysząc bardzo charakterystyczne odgłosy z franiowych ust. Te przerażające odgłosy głęboko wryły się już w nasze mózgi. To nie była dobra noc. Podobnie jak i dwie poprzednie. Możesz zapytać jak my w takim razie funkcjonujemy? My nie funkcjonujemy. My wegetujemy. Śpimy wtedy, kiedy jest taka możliwość, często także w dzień. Często jesteśmy niewyspani. 6 godzin snu w ciągu doby to luksus.

U nas światło nigdy nie gaśnie

Wymioty determinują nasze życie. Frania nie można pozostawić samego nawet na chwilę. Czasami nie można nawet skorzystać z toalety. Trudno też prowadzić samochód, jeżeli obok Frania nie czuwa drugi z rodziców. Franek prawie cały czas leży na boku, aby zminimalizować ryzyko zachłyśnięcia. Pod Franiową brodą zawsze znajdziesz tetrową pieluchę. To już standard (czasami zabieram mu tę pieluchę przed wykonaniem fotografii). Zawsze w pobliżu Frania znajduje się gotowy do akcji ssak, zawsze z podłączonym cewnikiem do odsysania i zawsze z naładowanym akumulatorem. U nas nigdy nie gaśnie światło.

Są takie dni, że jesteśmy wyczerpani. Nie raz siadają nerwy. Chciałoby się gdzieś uciec. Chciałoby się, aby się to wreszcie skończyło, obojętnie w jaki sposób. Najbardziej przytłacza patrzenie na cierpienie własnego dziecka. Dlaczego musi tak cierpieć? Prędzej pogodzę się z tym, że nie widzi, nie słyszy, nie mówi. Prędzej pogodzę się z tym, że nie chodzi i nie siedzi. Z wymiotami i cierpieniem z tym związanym, ani ja ani Agnieszka nie możemy się pogodzić.

Teraz już wiesz, jak wielka była nasza radość w czasie kiedy Franio przestał wymiotować. Wydawało się to nawet jakieś irracjonalne. Do dzisiaj nie wiemy dlaczego nagle nastąpiła taka zmiana. Radość nasza nie trwała jednak długo. Po cudownym tygodniu znowu rozpoczął się koszmar. Najpierw raz dziennie, potem dwa, a tej nocy kilkanaście. Koszmar trwa.

Wiemy, że może być lepiej

Próbujemy opanować wymioty lekami. Czasami jest lepiej. Zwykle nie na długo, ale wiemy, że może być inaczej. W lipcu udało nam się pojechać na krótkie wakacje – Franek dał nam odpocząć. Relacja niebawem pojawi się na franiowym blogu.

Życzymy sobie, a przede wszystkim Franiowi, tylko takich dni jak na początku czerwca! Trzymajcie za nas kciuki.

Z miłości zrodzony miłością pozostaniesz...